﻿<?xml version="1.0"?>
<?xml-stylesheet type="text/xsl" href="aPage.xsl" ?>

<aPage>

<properties>
   <state>draft</state>
   <group>wakat</group>
   <version>0.010</version>
   <lastChange>10.07.2009</lastChange>
</properties>

<styleSettings>
  <bgColor>silver</bgColor>
  <mainColor>white</mainColor>
  <fotoColor>black</fotoColor>
  <fotoTextColor>white</fotoTextColor> 
  <linkColor>#800000</linkColor> 
  <barColor>teal</barColor>
  <title_fontColor>white</title_fontColor>
  <title_barColor>teal</title_barColor>
</styleSettings>

<localSettings>
   <topOfPage>Powrót do góry strony</topOfPage>
   <tableOfContents>Spis treści</tableOfContents>
</localSettings>


<section>
   <title>O co chodzi</title>

<para>
  <flow>
Festiwal "Brunonalia" zrobił już swoje, by poprawić pamięć o Brunonie Jasieńskim, opowiadając o nim bez skrajnych i jednoznacznych ocen. Postanowiliśmy się do tego przyłączyć.
<break/><break/>
W zespole Jarosław Lipszyc, Paweł Kozioł, Agnieszka Wolny-Hamkało chcielibyśmy więc przygotować antologię tekstów poetyckich inspirowanych-polemicznych-
dedykowanych-nawiązujących-remiksujących-etc do postaci i twórczości BJ. W ostatnim czasie Jasieński był obiektem czarno-białych ocen moralnych, podczas gdy my widzimy go jako postać złożoną i tragiczną. Chcielibyśmy, by antologia była nieco subtelniejszą ocenę jego spuścizny, niż prezentowana ostatnio w mediach.
<break/><break/> 
Utwory BJ można znależć na stronie <baselink>http://www.republika.pl/mkw98/bruno.html </baselink> (menu umieszczone nietypowo - na dole).
<break/><break/>
Teksty prosimy nadsyłać na adres email Pawła Kozioła <mail>pp.koziol@gmail.com</mail>, najlepiej przed 15 lipca, abyśmy mogli je odczytać ze sceny w Klimontowie. Antologia zostanie opublikowana w internecie, będziemy też szukać wydawcy papierowego. Nie przewidujemy wynagrodzenia.
Prosimy też o zgodę na udostępnienie tych tekstów na licencji CC BY-SA (<baselink>http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/</baselink>) aby umożliwić ich swobodną dystrybucję w internecie.
<break/><break/>
Prosimy też o rozkoloprtowanie tego zaproszenia do antologii wśród waszych znajomych poetów.
<break/><break/>
dziękujemy!
Jarosław Lipszyc, Agnieszka Wolny-Hamkało, Paweł Kozioł

  </flow>
</para>

</section>

<section>
   <title>MLB, Tryumfy</title>
   <flag>#mlb</flag>
<para type="lead">
<flow>

dziś w nocy słowa moją żywią y moją bronią <break/>
niepewny, trochę zawstydzony, na tak kruchym<break/> 
talerzu ścigający równowagę w ruchu. <break/>
<break/>
czułość i wolność przełażą szczelinami, w ten sposób<break/> 
albo w inny. marzę żeby starczyło dla wszystkich <break/> 
czytujących wiersze w Polsce, dla każdej z <break/> 
<break/> 
dwustu czterdziestu osób. marzę żeby wyszły na rojny plac,<break/>  
mruczały, trzymały się za ręce. żeby weszły <break/> 
do pięściowieżowej bazyliki w Gdańsku, żeby Krzyżacy <break/> 
<break/> 
w brodach i w szyszakach rzucali zapalone szmaty.<break/>  
żeby na Długim Targu laski sprzedawały okulary <break/> 
od słońca, laski w skórzanych kurtkach <break/> 
<break/> 
i sznureczkach od Lamy Karmapy. żeby faceci mieszkali<break/>  
na Grønlandzie w squatach, żeby odjazdem tapetowali <break/> 
ściany Oslo. żeby Mickiewicz rozpuścił towarzystwo <break/> 
<break/> 
na grzyby, z jasnym czołem, fade-out dla drżenia łydek.<break/>  
wstępują tryumfy z nieba na powierzchnię Ziemi, <break/> 
leżenie z dotykaniem nóg, skóra pije słowa deszczu, <break/> 
<break/> 
oddycha, unoszę wilgotną klatkę zębów, po miskę <break/> 
Nieba, wyprostowany. fade-out dla drżenia łydek. <break/> 
niemożliwa kadencja odnaleziona, nigdy nie była <break/> 
<break/> 
zakryta. <break/> 
<break/> 
</flow>
</para>

<para>
<flow>

<b>Komentarz:</b>
<break/><break/><break/>
Bruno Jasieński był jednym z pierwszych, o ile w ogóle nie pierwszym z poetów polskich, których znalazłem na własną rękę i na własny użytek. Pomyślałem sobie wtedy, jeszcze w podstawówce, że gdybym kiedykolwiek w przyszłości miał pisać wiersze, to chciałbym to robić tak, jak Jasieński. Później jakoś stało się tak, że wśród wierszy napisanych przeze mnie nie znalazł się żaden bezpośrednio odwołujący się do jego postaci czy twórczości. Dlatego chciałbym przyłączyć się do rozmowy takim oto tekstem niezwiązanym tematycznie z Jasieńskim, natomiast będącym być może dalekim echem tamtego: „Idę młody, genialny...”
</flow>

</para>


</section>

<section>
<title>Roman Bromboszcz, Zmęczył mnie las w drodze do Ur</title>
<flag>#brombox</flag>
<para>
<flow>
Zmęczył mnie las jak twardy korzeń <break/> 
Jestem jak wieszak co z marynarki spadł<break/> 
Na przecięciu wielkich epok<break/> 
Siedzę ironicznie trzymam długopis<break/> 
<break/> 
Nużą mnie wiersze nieszczere<break/> 
Znam wszystkie dźwięki maszyn<break/> 
Z każdych słów mogę wytworzyć<break/> 
Autostrady samoloty i brezent<break/> 
<break/> 
Znam słowa wysokooktanowe<break/> 
Znam słowa jak etan i napalm<break/> 
Nad głową zawodzi Lautremont<break/> 
Przez zęby cedzi Burroughs<break/> 
<break/> 
Tańczą wściekle światła transu<break/> 
Miarowe bity bez ludzi i rzeczy<break/> 
Jestem gorący i głodny<break/> 
Jestem hymnem i psalmem<break/> 

</flow>
</para>


</section>


<section>

<title>Krzysztof Ciemnołoński, Kwiat podwórek</title>
<flag>#ciemny</flag>
<para type="lead">
<flow>

iluzjon radio echokardiografia miarowe tętno <break/>
z okna zaklęte rewiry auta które wożą pęczniejące <break/>
kobiety domofony nie łączą brakuje im siły <break/>
<break/>
młode pary marzną na środku placu knajpa<break/> 
bije remontem co tylko źle wróży w kinie toczą się<break/> 
walki (o niezawisłość filmu) z otwartego okna <break/>
<break/>
serce wali na alarm ściana wschodnia budynku<break/> 
tutaj się nagrywa z prawej spiker nadaje serwis <break/>
i piosenki zapis echa z parteru białe drzazgi <break/>
drgania badany obiekt ucieka spod ręki <break/>
<break/>
kino knajpa radio wszystko jest na plazmie<break/>
zaklęte rewiry okno w ciałach kobiet prędkość<break/>
przepływu słychać z serca placu synów i córek <break/>
<break/>
rośnie kwiat podwórek<break/>
<break/>
</flow>
</para>

</section>

<section>
   <title>Konrad Góra, Głodu nie będzie bo spóźnił się  do ciała</title>
   <flag>#gora</flag>

   <para type="lead">
   <flow>
 

Użyjcie domu narzędzia śmiechu <break/>
Użyjcie nieba kiedy ścieka w odstojnik<break/>
Kiedy odstojnik wypełnia się jak usta żebrzących<break/>
Kiedy noc wypoczęta śpi u swoich prosiąt<break/>
Śpi w złamaniach żeber u młodych bokserów<break/>
Żeber do suszenia tytoniu i chmielu ale więcej chmielu<break/>
Więcej podług ale nic sufitów<break/>
Nic okien zza których wyłania się bielmo we wpatrzonym w nas oku<break/>
Wpatrzonym w innych tak słabo dorosłym<break/>
W innych realiach kwiczałbyś i powłóczył wydechem<break/>
Powłóczył  nogami po bezmapim kraju strachliwego króla<break/>
Króla który zjadł berło i rzyga do wiadra z pomyjami<break/>
Wiadra oddaje się studniom po uprzedniej jatce<break/>
Uprzedniej nocy wypoczętych prosiąt<break/>
Nocy nie będzie bo przybyło ślepych<break/>
Przybyło wiarołomnych co do kraju i mapy<break/>
Kraju i króla ale bardziej mapy<break/>
Bardziej nie będzie koronacji króla<break/>
Bardziej nie będzie poświstu z żeber<break/>
Będzie berło ogryzione z bielma<break/>
Ogryzione co do samej treści którą rzygasz, głodny<break/>
Ten przecinek to paznokieć przeżuwany z głodu<break/>
Przeżuwany po wspomnienie chleba dachu i wódki<break/>
W deszczu który niesie smak cydru cieknąc przez odstojnik<break/>
Niesie łopian do wachlowania się przed gzami<break/>
Nie ma dachu żeby opędzić się przed gzami<break/>
Opędzić ucho z poświstu żeber<break/>
Użyjcie żeber do wachlowania wydechem<break/>
Żeber z których powietrze wypłukuje tytoń i chmiel ale bardziej tytoń<break/>
Ale już czas używać zakładek i grabić megabajty<break/>
Grabić otchłań która ściele się bez nocy<break/>
Otchłań z której czerpiemy wiadrami powietrze do wydechu<break/>
Mokre powietrze objawione w bielmie<break/>
Objawione nam treści którymi rzygamy bez końca do wiader z wydechem<break/>
Bez końca którego nie będzie bo przybyło wolnych od pamięci<break/>
Wolnych od węchu żeby czuć umieranie<break/>
Czuć agrest pomylony z łopianem i chleb cały w cierniach<break/>
Agrest i łopian którymi kwilą żebra bokserów<break/>
Dwanaście żeber zmiecionych wydechem z brzegu odstojnika w głąb<break/>
Wydechem którego nie będzie bo przybyło żeber<break/>
Żeber nie ma bo ściekły w odstojnik do ust żebrzących<break/>
Żebrzących nie będzie bo używają nieba <break/>
 
   </flow>
   </para>

</section>


<section>
   <title>Jaś Kapela,XXL</title>
   <flag>#kapela</flag>
   <para type="lead">
   <flow>
 
<i>dla lalalalala</i> 
<break/><break/> 
lato już Panie a ja nie mam szortów<break/> 
nie długo jadę do morskich kurortów <break/>
gdzie złote piaski Bułgarki non-stop <break/>
ja mętny w slipach zapodaje jak Hiob <break/>
 <break/>
spodenek trądem z dopusty Bożego<break/> 
dotknięty (ponoć to nie trumny wieko <break/>
lecz piasku) grzybem kamieniem nawet rdzą <break/>
jak umieraniem panienki chłopcy chcą <break/>
 <break/>
szortów kwiecistych niczym przemówienie<break/> 
rzygają moje złamane golenie <break/>
nie mam szortów i jest mi źle na świecie<break/> 
więc płynę w morze na welocypedzie <break/>
 <break/>
wyścigowym<break/>
<break/> 
   </flow>
   </para>

</section>

<section>

<title> Paweł Kozioł, ***</title>
<flag>#koziol</flag>

<para type="lead">
<flow>
na dynamo się wojny nawinęła europa,<break/>
przez jej ścieżki miedziane krew płynęła i prąd<break/>
brnąc przez śniegi syberii kroki stawiam na opak<break/>
wracam młody, genialny i zużyty au fond<break/>
<break/>
paryż, który nie spłonął, niech przytuli tę głowę<break/>
( dym już spłynął do środka, i o czaszkę tam trze )<break/>
- będzie czekać, aż jeszcze przyjdą świty kwarcowe,<break/>
zimne światło ekranu, motion pictures na szkle<break/>
<break/>
telewizja nie poda mapy dalszej marszruty,<break/>
nie czekając wybuchu proch dat zmiele się sam<break/>
czyje zęby go gryzą, kiedy głód jest wypluty...<break/>
ale o tym zapewne nie chcesz słuchać, madame?<break/>
<break/>
trza inaczej: gdy nawet niebo gniecie jak keson<break/>
jak to kiedyś mówiłem? gdy ci smutno i źle<break/>
wtenczas ( przecież bywało po warszawskich ekscesach )<break/>
położymy się cicho jak dwie płaszczki na dnie<break/>
<break/>
może wreszcie się uda nie czuć nic poprzez dotyk...<break/> 
lecz nad innym pożarem ten unosi się swąd<break/>
ja wiem: idzie nad nami, nad akwarium europy<break/>
pustka, co ludzkie ryby będzie łowić na prąd.<break/>
<break/>
panie jeszcze nie wiedzą? panie jeszcze nie wierzą?<break/>
w czarno-białych ekranach wyobraża się róż.<break/>
światłem chudym i sinym niby skórka od śledzia<break/>
obrysować chcą usta, które głodu ssą gwóźdź.<break/>
<break/>
ten sam blask niesie obraz militariów i alków<break/>
- niby fosforescencja, a jak dotknąć, to muł – <break/>
a więc trzeba się sprężyć przed kolejną mi walką:<break/>
czciłem pęd, elektryczność, teraz będę tym pluł<break/>
<break/>
albo – pani wybaczy pomysł tak nadzwyczajny – <break/>
różnym bo inżynierom w końcu byłem też kum,<break/>
w wieżę eiffla podepnę jeszcze większy nadajnik<break/>
potem ruszy transmisja: czarne światło i szum. <break/>
<break/>
</flow>
</para>

</section>

<section>
   <title>Joanna Mueller, Jesiotry w jesionkach</title>
   <flag>#mueller</flag>
   <para type="lead">
   <flow>

zmarnowały marzenia w całodziennych zmartwieniach<break/>
idą stare trwożliwe / tak bożliwe aż złe<break/>
złudna noc futuryzji jest już dawno prześniona<break/>
ostinato uchybień właśnie zaczął się dzień<break/>
<break/>
czy ostanie się prawdą zbyt udana fasada<break/> 
dziewki mdłe czasujące / bujniejący tłum bab <break/>
mięsne płynne i świetlne w których kiedyś poeta <break/>
nie podroby chciał widzieć tylko szynkę i schab? <break/>
<break/>
pisze bioder biogramem uroczysty rozbratel<break/> 
samka wiotka idiotka minoderka i wamp<break/>
a te – kpiny z feminy – w przeczulicy kuratel<break/>
kwarantannę zapaści mają i rentę sztamp <break/>
<break/>
co wykwitło zalążkiem – już zmarniało w manierę<break/>
co kobiecym wzleciało – macierzyńskim się gnie<break/>
wenę zmienia w wendetę obraz zmięty odrazą<break/>
czas wyruszać topornie w swe wieczyste tournée<break/>
<break/>
czas odchodzić, panienki, niech się główki ośnieżą<break/>
niech anarchomistyczny w dal poniesie się płacz<break/>
dojrzałyście matrony do chronicznych rozżaleń <break/>
gruzły leżą odłogiem / body is battleground<break/>
<break/>
one jeszcze nie wiedzą, one jeszcze nie wierzą<break/>
tak to bywa że zwykle wszystko bywa nie tak<break/>
więc trenują sumiennie wyuczoną bezradność<break/>
te żyjące skądinąd, sklerotycznie i za<break/>
<break/>
rozwiązały już wszystkie testy z testosteronu<break/> 
„zatrzymajcie się chłopcy – na wasz pęd nasz szach mat<break/> 
dla was z toksyn botoxy, dla nas prawo do zgonu” <break/>
zwid dodany do zwiadu zgrabną listę da strat<break/>
<break/>
zwiewną młódź macką macną mocne mątwy mamine<break/>
choćby bjuti i bunty nie zechciały w to grać<break/>
już nie będzie im bruździć pochód smukłych szkaradzieństw<break/> 
ruszy przemiał pokoleń – jaka mać taka nać<break/>
<break/>
połykają wielbłąda przecedzając komara<break/>
w pyszną prasę wysłodków łyżkę dziegciu się pchnie<break/>
siecią plotek ich rączki jak pajączki oplotą<break/>
w sedno słówkiem-łasiczką cichcem wgryzie się mem<break/>
<break/>
wpadnie w smutek topików informacji bezformie<break/>
zapolują remorki ab ovo ad rem <break/>
parametry życiowe – póki jeszcze są w normie –<break/> 
biją pulsem kompulsji / no shame in my game <break/>
<break/>
w kapitule sekutnic swoje pstre raptularze<break/> 
suprematki rozpaczne będą pisać i lśnić <break/>
separatum dewotum i mdłych rad amalgamat <break/>
wyjdzie na jaw / snu sekret będzie gnuśnieć i gnić<break/> 
<break/>
pożądany porządek! aż im w gardłach uwięźnie<break/> 
krzyk, co zlepkiem stwardniałym nie wychynie zza warg<break/>
bo cokolwiek rozkwita – niezawodnie też sczeźnie<break/>
grzybnią wieku zbieleje księga żalów i skarg <break/>
<break/>
normy wzrosną w uzusy / te się staną normami<break/>
gdy cenzorka wieczności skoryguje tchu błąd <break/>
„mamy meeting panieński, w ziąbu krąg zapraszamy <break/>
szklić potrafisz, więc dołącz” – pierze drą w wierze mrą<break/>
<break/>
przeciekawie się topią i nad wyraz przykładnie<break/>
te zmarzliny skrzepliny / echem niesie się kra <break/>
idą w zaświat zaślubin glosolalki konkubin <break/>
i nikomu ich nie żal, a powinno być żal<break/>
<break/>

   </flow>
   </para>
</section>

<section>

<title> Łukasz Podgórni, kszycząc na gałęźah (piosenka) </title>
<flag>#podgorni</flag>

<para type="lead">
<flow> 

<tab/> popiuł i popiuł albo kawior i kawior <break/>
<tab/> zajmij śę biedą zajmij śę zabawą!<break/>
<tab/> opcje są taneczne jak oko okrągłe<break/>
<tab/> ze strahu – i pojemne jak na monokl<break/>
<break/>
rondle! mamy złote letńe rano w szumie<break/>
palńika lecz pańika rozpala śę<break/>
w tłumie rozbawionyh źelonkawym runem<break/>
– gdy monokl w rondlu zawadza o strunę!<break/>
<break/>
<tab/> będą pszesuńęća! w gurę i w duł gryfu<break/>
<tab/> a cały kawior spłońe na błękitnym<break/>
<tab/> palńiku z kturego spiepszy monokl w rondlu!<break/>
<tab/> ustąpi pańika i strah pszed popiołem!<break/>
<break/>
ustąpi bieda nastąpią pszesuńięća<break/>
z pszerębla opcji wystąpi śpiew krągły<break/>
jak taneczne oko rozpalone runem<break/>
śpiew śę potoczy i zabawi w tłumie!<break/>

</flow>
</para>

</section>

<section>
   <title>Tomasz Pułka, Nie przypadkiem</title>

<para type="lead">
<flow>
orzeszki - Argentyna możliwości.<break/>
Młody, piękny* mężczyzna z kulą w zębach<break/>
na której wspiera się dynamo bani<break/>
<break/>
- "Meble z Brazylii!"<break/>
- "Futra z Hiszpanii!"<break/>
<break/>
lepsze niż najlepsza płyta w rankingu<break/>
na lepszą od najlepszej pleśni na ścianie:<break/>
[m e c h a n i c z n e<break/>
<tab/><tab/><tab/><tab/>                  r e k o r d y]<break/>
                           wielkie przyjęcie<break/>
elity - "Tysiące zabitych!" - gdy na pokładzie buta!<break/>
<break/>
Gdybyś był choć odrobinę ładniejszy*!<break/>
Gdybyś nie włożył w nią palca, o tutaj!<break/>
</flow>
</para>

</section>

<section>
  <title>Andrzej Sosnowski, Fragment</title>
  <flag>#sosnowski</flag>

<para type="lead">
<flow>

czy właśnie wtedy przejeżdżał ten bibliobus<break/> 
z którego padł strzał który ciebie zabił tato<break/> 
gratka bo mieli tylko przegląd prasy synu<break/> 
i przyjemnie zginąłem a to była przepaść<break/> 
komfortowo umarłem a była to przepaść<break/> 
że nie powiem jednak po czterech dniach<break/> 
miałem już turnus w spa na kantarydach<break/> 
trzysta telewizorów w miękkich ścianach<break/> 
<i>gigantyczne dymiące oszalałe miasta</i><break/> 
hotele zburzone lotniska spalone<break/> 
hale towarowe w huku deflagracji<break/> 
wasze „deptaki” helenko marzeno<break/> 
dworce i pasaże marto magdaleno<break/> 
nad miastem burza jak rozległy zawał<break/> 
siny burzmistrz stepuje pod ratuszem<break/> 
nankin przeżył dziś chwile grozy<break/> 
sydney ufa jedynie morfinie<break/> 
wszystko słynie słynie słynie<break/> 

</flow>
</para>

 </section>

</aPage>

